13 sty 2026

"Książki, kawa i całusy" Monika Hakowska Recenzja.


"Książki, kawa i całusy" 
Monika Hakowska 
Za oknem zima. Dla mnie to czas, aby nadrobić czytanie książek zimowo- świątecznych. Poprzedni rok kończyliśmy bez śniegu i miałam wrażenie, że te książki nie pasowały do klimatu późnej jesieni. A dlaczego? Sięgając po powieść Moniki Hakowskiej, nie wiedziałam, że otuli mnie ciepły szalik i aromat gorącego kakao.

"Książki kawa i całusy” według mnie powinna nazywać się "Książki kakao i światełka" :) To historia, która zaczyna się długo przed świętami. Celebrujemy z główna bohaterką Lily wszystkie przygotowania do świąt. W Nowym Yorku nie są ona ani ciężkie, ani przykre. To istna zabawa i radość. Planowanie, zakupy ozdób, zakupy i przygotowywanie prezentów. W międzyczasie można przycupnąć z przyjaciółką w klimatycznej kafejce, aby wypić gorącą czekoladę. Lily jest redaktorką i zajmuje się promocja książek. Uwielbia swoją pracę, angażuje się w projekty charytatywne, ale jednak po rozstaniu z chłopakiem czegoś jej brakuje. W tym czasie wkracza jej przyjaciółka Heather. Prosi ją, aby zajęła się jej bratem Reidem. Reid to poważny architekt. Zupełne przeciwieństwo mającej głowę w chmurach Lily. Jest zasadniczy, lubi minimalizm, a święta najchętniej spędziłby na jakiejś słonecznej plaży. Czy te dwa charaktery mogą się polubić bez zgrzytu? Niekoniecznie muszą, ponieważ zupełnie niespodziewanie pojawia się Sam. Dobra dusza z pobliskiej księgarni. Przystojny i przemiły człowiek, który od razu zaczyna grać tę samą melodię co Lily. I każdy mógłby pomyśleć, że to wystarczające zamieszanie, ale do tego grona dołącza również przystojny lekarz Matthew. A skąd lekarz w całej tej opowieści? Czytajcie, a przekonacie się, jak zaskakujące mogą być wydarzenia. 

Kto nie lubi zimowo — świątecznego klimatu? Myślę, że każdy lubi. Jeśli nie, zdecydowanie polubi go w tej wersji. Historia wprost ocieka gorącą czekoladą i kakao, przytulnymi miejscami, radością, ciepłem płynącym ze spotkań, miękkimi kocami i zabawnymi sweterkami. Mamy przyjaciół, którzy wspierają się i troszczą o siebie. Brakuje mi rodziny (tzn. rodziców czy dziadków) do pełnego obrazu całej sytuacji. Kilka razy wspomniane są trudne relacje z przeszłości lub wspaniałe chwile np. Lily i jej babci. To typowa historia ludzi odciętych od korzeni i próbujących zbudować sobie życie na własnych zasadach. Nie opierając się na bólu z przeszłości, ani na mglistych wspomnieniach. Nie każdy ma taką łatwość odciąć się i nie patrzeć w tył. Niektórzy obawiają się, że ich życie będzie podobne do tego, które wiedli rodzice. To może stanowić trudność w relacji z nowym człowiekiem. Interesujące są decyzje, płynące z nadziej na lepszą przyszłość. 

Autorka dodatkowo wplątała w historię zabawny motyw 10 zadań świątecznych. Takie wyzwanie może zrewidować uczucia potencjalnego chętnego na serce Lily. Albo się podda i nie wykona absurdalnej listy, albo stwierdzi, że nic go nie zatrzyma, bo nagroda jest cenniejsza nawet niż ego. Ciekawi? Polecam. 

*

Pani KoModa.

2 komentarze:

  1. Opis klimatu tej książki tak mnie otulił, że aż poczułam zapach tego kakao, o którym wspominasz. Bardzo podoba mi się Twój pomysł na zmianę tytułu – „Książki, kakao i światełka” brzmi jak plan idealny na każdy zimowy wieczór. Zaciekawiłaś mnie tym motywem 10 zadań świątecznych, aż mam ochotę sprawdzić, co Lily wymyśliła. Super recenzja, dziękuję za polecenie. Przy okazji zapraszam Cię też do siebie na bloga, wpadnij zobaczyć, co nowego u mnie słychać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten motyw zabaw świątecznych mnie zaintrygował.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że masz ochotę podzielić się ze mną swoimi myślami. Dziękuję!