14 lip 2026

"Z różą w dłoni" Jagoda Kwiecień, recenzja


"Z różą w dłoni" 

Jagoda Kwiecień

To była dla mnie trudna lektura. Książka została mi polecona kilka razy. Zanim zaczęłam ją czytać, spotkałam się ze znajomą i bardzo była ciekawa mojej opinii. Ona dostała całą serię na urodziny i nie do końca była zadowolona. Tym bardziej byłam ciekawa, jakie sama będę miała odczucia.

Recenzję chcę podzielić na dwie części. W pierwszej opiszę odczucia na temat samej fabuły i wątków. Druga będzie moim subiektywnym odczuciem co do jednego motywu dosyć mocno podkreślonego przez autorkę związanego z wiarą.

Książka jest jednym z trzech tomów. Historia dzieje się w małym miasteczku, nie ma tu spektakularnych skandali czy mrożących żyły wydarzeń. Klimat określiłabym jako sielski i anielski. Poznajcie przemiłą bohaterkę Różę oraz jej dwie przyjaciółki. Bohaterki są przeciętne i nijakie, nie wyróżniają się między sobą niczym specjalnym. Zadziwiło mnie wpychanie w usta bohaterów różnych cytatów. Sama uwielbiam cytaty, mam z nimi kilka zeszytów. Rozumiem chęć autorki, aby podzielić się swoimi ulubionymi cytatami. Jednak to czyni postacie karykaturalnymi. Wszyscy są mili i spijają sobie z dzióbków. Domyślam się, że to wynika z gatunku (romans). Mamy dwa czarne charaktery (a jakże — kobiece...) z całą pewnością stereotypowe. Historie nawet na przestrzeni kilkudziesięciu stron lubią się powtarzać. Mamy dwie bohaterki: „Panny w opałach” oraz dwóch „królewiczów na białym koniu". Zupełnym przypadkiem dwie takie same historie, jednej nawaliło auto, druga nie mogła sobie poradzić z kluczami... Na szczęście w pobliżu był on ;)


„Z różą w dłoni” ma bez mała 490 stron, według mnie to o wiele za dużo jak na tak okrojoną fabułę. Na co składa się tyle stron? Z pewnością na jakieś drobiazgowe (zupełnie niepotrzebne) opisywanie rzeczywistości. Każda rzecz urasta do rangi historycznej, skąd się wzięła, jakie niesie emocje, jak wygląda. To jest dosyć męczące, tak jak zupełnie niewnoszący nic do historii „stenogram” szkolenia, jakie przechodzili bohaterowie. Takich szczegółów można mnożyć. Dodam do tego mnogość przymiotników i przyimków w bardzo długich zdaniach. Książkę zmęczyłam w ponad dwa tygodnie. (choć taka ilość wchodzi u mnie w 3 - 4 dni).


Jeśli chodzi o wiarę, sama nie jestem katoliczką. Wiem, po jaką lekturę sięgałam. Wiedziałam, że będzie w niej wiele nawiązań do Boga i na to liczyłam. Jednakowoż nie wiedziałam, że autorka skupi się tu na aspektach, które akurat nie są akceptowane przeze mnie.

* Np. modlitwa do Świętego Antoniego i proszenie go, aby „stała się jego wola” - stoi w sprzeczności z Mt 6:9-10 " Ojcze nasz.... niech się dzieje Twoja wola na ziemi „.

* Przekazywanie sobie płatków róż jako nie jako " magiczny amulet” (jak napisała autorka), ale nie określiła jako co. Co sprawia, że te płatki to jakiś tajemniczy symbol.

* W całej książce mamy zachwyt nad kobietą, świętą Ritą. Która między innymi martwiąc się, że jej synowie pragną zemsty na mordercach ojca " modliła się o to, aby Bóg lepiej zabrał ich do siebie, niż gdyby mieli stać się mordercami. I Pan wysłuchał jej wołania. Zachorowali na tyfus i zmarli". Nie wgłębiałam się czy ta historia jest oparta na faktach (oby nie), ale przestawia Boga w złym świetle. Można się modlić do niego o śmierć ludzi, którzy MOGĄ okazać się źli. Nie, że są źli, ale mogą zrobić coś złego. Rita nie modliła się o ich nawrócenie, o nie! Modliła się, żeby Bóg zajął się tym problemem. Zestawmy to z wątkiem historii z książki, gdzie mamy ojca alkoholika robiącego awantury przez wiele lat. O niego się modlono i facet pewnego dnia opamiętał się i przestał pić. Czyli da się modlić o dobre rzeczy dla ludzi czyniących zło.

* Trudno mi również zaakceptować historię z cierniem na czole Rity. Jezus zawsze mówił, że każdy ma „wziąć SWÓJ krzyż” i podążać za nim. To, co zrobił Jezus, wykonało się. I już nic więcej nie trzeba dodawać do jego ofiary. Każdy ma swoje powołanie. Powołaniem Jezusa było między innymi bycie pośrednikiem. Tm 2:5 „Jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus”. Skąd więc pomysł, że: " własne prośby i intencje zanosi się za jej pośrednictwem do Boga” , za pośrednictwem tej Rity. Dwie osoby piszą o pośrednikach: Duch Święty w Piśmie Świętym i autorka ( a może to szerszy kontekst). Tylko jedna osoba może mieć racje, ja wybieram Ducha Świętego.

* W innym miejscu mamy dziwną modlitwę „zawierzenia wszystkiego Bogu przez wstawiennictwo świętej Rity”, A przecież Jezus „Dlatego też może zbawić na zawsze tych, którzy przez niego przystępują do Boga, bo żyje zawsze, aby się wstawiać za nimi”. Hbr 7:25 Jezus już wstawia się za nami. A może źle to robi i trzeba jeszcze kogoś? Nie rozumiem tego.

* Z jednej strony mamy zachętę do zbliżania się do Boga, do przebywania w jego obecności a z drugiej strony wstawiamy w tę relację jakieś osoby trzecie. Które będą stały między nami — prawie jak zabawa w głuchy telefon. Bóg zaplanował dla nas pewien schemat, pokazał i powiedział nam, jak ma wyglądać nasza relacja. A teraz ktoś przychodzi i mówi, że jednak będzie inny pośrednik, inny wystawiennik. * *

* W modlitwie do Rity czytam: „pocieszycielko zasmuconych” A w piśmie: 2 Kor 1:3-4 „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga”. Bóg żywy jest tym który pociesza.

* Sam pomysł, aby sprowadzać relikwie i czcić je jest dla mnie wielce niezrozumiały.

Zastanawiam się. Czy polecać książkę, bo jest zachętą do pięknego i duchowego życia? Czy jednak wprowadza w błąd i nie zgadzam się z wieloma przedstawionymi tu aspektami wiary? Myślę, że szala przechyla się na nie. Przyznam się, że mam na stanie jeszcze dwie kolejne części, ale nie zdecyduję się poświęcić czasu na przeczytanie ich. Przeczytałam już dosyć, aby wyrobić sobie opinię.


Bez wątpienia jest to również książka posiadająca piękna nostalgiczną okładkę oraz wspaniałe barwione brzegi. Zachwyt dla oka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miło mi, że masz ochotę podzielić się ze mną swoimi myślami. Dziękuję!