29 sty 2020

"Pokój wspaniałości" Julien Sandrel Recenzja


"Pokój wspaniałości"
Julien Sandrel
 Recenzja przedpremierowa. 



 To książka po której przeczytaniu siedzisz wpatrzona w okno i wzdychasz. Tyle emocji. Tyle skrajnych odczuć. Radość miesza się ze smutkiem, a nadzieja z powagą. Macie w ręce wielowymiarową książkę, która porusza wiele tematów. Ale po kolei.

Louis to zwykły nastolatek, wyluzowany, szalony i trochę zakrecony. Za to jego matka to typowa zimna biznes women. Wychowuje syna samotnie i wie że praca jest najważniejsza. Sama zresztą nie interesuje się za bardzo życiem syna. Jego meczami, znajomymi. Skupiona jest na dobrach materialnych i swojej karierze. W końcu poświęciła kilkanaście lat aby dojść tak wysoko. I nawet głupie żarty szefa nie są w stanie ją zniechęcić. Jest dumna z miejsca w którym jest.

Aż do tego pechowego przedpołudnia i jednej chwili. Chwili w której jej cudowny syn wpada pod ciężarówkę. Ten moment zmienia wszystko w jej życiu. Thelma zapomina że jeszcze przed chwilą rozmawiała z szefem bo liczy się tylko jej dziecko. Wszystko co do tej pory budowało legło w gruzach.

Finalnie jej syn wylądował w szpitalu w śpiączce. Stan chłopaka nie rokuje dobrze. Może się okazać że po niedługim czasie kiedy nic się nie zmieni, trzeba będzie go odłączyć od aparatury. Kobieta próbuje poukładać sobie życie tak aby móc przede wszystkim opiekować się synem. Matce nie jest łatwo przetrwać ten okres. Musi sobie z tym sama poradzić. Nie ma przy sobie nikogo bliskiego na kim mogłaby się oprzeć.

Pewnego dnia trafia w pokoju syna na jego notatnik, w którym opisuje on jakie ciekawe a nawet niemożliwe rzeczy chciałby zrobić przed śmiercią. Thelma wpada na szalony pomysł aby zrealizwowac te pomysły. I powiedzieć o tym synu. Chcę go zmobilizować aby się obudził. Chce aby był zazdrosny że jego mama robi takie rzeczy kiedy on leży.



A uwierzcie mi pomysły młodego nastolatka są niezwykle kreatyne i śpiewanie w tokijskim barze karaoke czy zrobienie sobie tatuażu należą do jedych ze spokojniejszych... Ale zdeterminowana Louis nie poddaje się. :) W końcu nie ma już nic do stracenia. A zyskuje wiele. Poznaje nowych ludzi, nawiązuje relacje, buduje przyjaźnie, a nawet poznaje lepiej własną matkę która okazuje się największym wsparciem.

To książka która przypomina o codzienności. O tym byśmy byli wdzięczni każdego dnia. Doceniali chwile, małe radości które zdarzają nam się codziennie. A z złych sytuacji wyciągali lekcje i tak je traktowali.

Będziecie czytać ? Zainteresowałą Was ta pozycja ?


Dziękuję wydawnictwu  Sonia Dragaże za możliwość przeczytania książki i @lubimyczytac.pl za informacje o możliwości recenzji. 
Pani KoModa

6 komentarzy:

Miło mi, że masz ochotę podzielić się ze mną swoimi myślami. Dziękuję!